USC – podejście drugie

Mój USC już zaliczyliśmy. Idąc za ciosem po dwóch dniach odwiedziliśmy kolejne Urzędy. Kolejne bo prawie 3. Więc: Mój USC, tam gdzie się On urodził, USC tam gdzie On mieszka i USC gminy tam gdzie bierzemy ślub. ufff.. sporo tego ale daliśmy radę..

 

Miałam urlop na załatwianie tego.. i dobrze się stało bo cały dzień nam to zajęło.. wchodząc do USC trafialiśmy na porę karmienia.. ;) tzn prawie wszyscy coś jedli.. ależ bulwers łapałam.. bo w ogóle się nie kryli i nie przestawali jak my się pojawialiśmy.. a jedna pani to nawet była w trakcie robienia/poprawiania makijażu.. noszz..

och.. życie w urzędzie – zwłaszcza pewnie w takim małym gminnym.. praca w państwówce.. plaża i wakacje..

 

Pani zapytała jakie nazwisko po ślubie, kazała się podpisać i zapłacić..

 

trwało to i trwało.. ale udało się.. bo jak nie my to kto..

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *