Poszła baba do lekarza

Wiadomości z cyklu poszła baba do lekarza, a tam tańce hulanki i swawole.. No cóż.. Ponieważ na poważniej i systematycznie zaczęłam chodzić do lekarza mam pewien obraz rzeczywistości jak to powinno wyglądać. Lekarz to nie byle jaki.. Ginekolog najlepszy w mieście*.. ;)
Ale jak to każdemu jemu też należy się urlop, a że ja powinnam mieć wtedy wizytę to polecił mi innego lekarza który podobno się zna na rzeczy.. ;)

Piątek.

Dzwonię żeby się umówić na wizytę – na recepcji słyszę damski głos ale jakby z pretensją że zawracam głowę jak jeszcze 30 minut i Pani pewnie kończy pracę.. ech.. ale udało się.. był piątek a wizyta w poniedziałek więc pełen sukces..

Poniedziałek.

Gabinet lekarski na końcu świata. 20 minut od pętli tramwajowej na nogach szybkim krokiem.. Znalazłam budynek i widzę „Centrum Medycyny Rozrodu” afffee jak to brzmi.. jakoś kiepsko mi się skojarzyło.. ale wchodzę.. jestem dzielna..

Recepcja – Pani w recepcji znowu jakaś taka mało sympatyczna. Ja nie chce żeby „rzygała tęczą do mnie” ale jakby trochę uprzejmiej i milej.. czekam na założenie karty pacjenta a w międzyczasie kilkanaście telefonów – ok. to jestem w stanie zrozumieć. Natomiast nie zrozumiem w jakim celu Pani z recepcji poszła do lekarza (jak się później okazało mojego) skoro on mimo to nie wiedział że jestem już w poczekalni i zdziwił się na mój widok?

Gabinet lekarski – Lekarz wypytał mnie o wszystko i standardowo wykonał USG. Zdegustowało mnie to że ja jako pacjentka nie mam swojego monitora i nic nie widzę a lekarz mi nic nie mówi nawet ogólnikowo „wszystko dobrze/coś niedobrze” – u mojego lekarza mam swój monitor i wszystko widzę a Pani doktor mi na bieżąco tłumaczy. Poza tym badanie nie należało do najdelikatniejszych – skojarzyło mi się jak szukanie i gmeranie.. U mojego lekarza jest baaardzo delikatnie. Po badaniu lekarz wydrukował mi zdjęcia usg i opis. Wszystko super ale na wydruku usg jest NIE MOJE IMIĘ I NAZWISKO. Po pytaniu czy to aby na pewno moje wyniki Pan powiedział że tak ale zapomniał zmienić danych pacjenta (żart?! a ochrona danych?!). Pytam kiedy będę mieć owulację bo chce zwiększyć szanse na ciąże – i tu zoooonk.. Pan stwierdził że się nie da tego określić i że mam sobie zrobić test owulacyjny dostępny w każdej aptece lub drogerii. no coś tu jest nie tak bo specjalnie poszłam na wizytę żeby mi to określił.. Bo zgodnie z moimi informacjami Lekarz może określić moment zbliżającej się owulacji za pomocą USG lub nawet zwykłego badania ginekologicznego – tuż przed owulacją szyjka macicy staje się bardziej miękka i odgięta do przodu.. więc haaalooo?! poza tym mówił mi że „trzeba się bardziej starać” a przy tym się speszył i zaczerwienił. myślałam że jesteśmy dorosłymi ludźmi? nie mogło mu przejść przez gardło stwierdzenie „proszę częściej współżyć”?..

Recepcja – po wizycie czas na rachunek.. aby zapłacić musiałam przeczekać dostawę wody, kilka telefonów i odbiór kubeczków plastykowych.. i tak oto nadeszła pora zapłaty i Pani na recepcji zapytała jaka to była wizyta (żart?! – mój lekarz podchodzi na recepcje i mówi np. usg i przemiła uśmiechnięta Pani wie jaki rachunek wystawić) a tu musiałam się tłumaczyć! w końcu zapłaciłam i wyszłam..

.

jeśli tylko nie będę musiała to postaram się tam NIE wrócić.

.

Ogólnie zostali wychwaleni wręcz pod niebiosa przez moją Panią ginekolog. Mają kilkaset pozytywnych opinii od pacjentek.. a jednak mnie nie urzekli..

.
dziękuję – kurtyna..

*według mnie najlepszy..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *