Katolicka Poradnia Życia Rodzinnego

Wszyscy straszyli i ostrzegali przed poradnią życia rodzinnego i doradcami życia rodzinnego.. mieli racje.. choć nie zmienia to faktu ze każdy kto zamierza wziąć ślub w kościele katolickim musi zawitać przynajmniej raz do takiej poradni. Ogólnie mają być trzy spotkania ale 2 z nich można zastąpić kursem naturalnego planowania rodziny lub warsztatami komunikacji małżeńskiej. Wybraliśmy z moim narzeczonym opcje dla odważnych i wytrwałych, czyli 3 spotkania z doradcami. I.. wrota piekieł się otworzyły, a diabły chciały nas porwać..
 
ale od początku.. aby stanąć w końcu przed ołtarzem i przed Bogiem ślubować sobie miłość do końca życia musimy zebrać odpowiednio dużo dokumentów..  po to aby ksiądz w ogóle zaczął z nami konkretną rozmowę. Jedną pozycją z tej papierologii jest potwierdzenie odbycia spotkań w poradni życia rodzinnego. Wybór poradni był dla nas prosty. Kryterium dla nas istotne to spotkania odbywające się w weekendy. A w Krakowie jest tylko jedna poradnia działająca właśnie w soboty. To Poradnia Życia Rodzinnego Archidiecezji Krakowskiej przy Bazylice Mariackiej. Miałam nadzieję, że umówimy się na konkretną godzinę, że spotkania będą trwały 20 minut (takie informacje zawarte są w informatorach ws poradni) i że będzie miło i sympatycznie, bo skoro przychodzimy do nich tzn że mamy wobec siebie i Boga konkretne plany i ślub jest naszą świadomą decyzją. Złudne nadzieje. Nie było wiadomo jaka tematyka będzie poruszana na spotkaniach z doradcami bo żadnego harmonogramu nie znalazłam. Nie było zapisów na spotkania więc liczyła się kolejność przyjścia i stanie w kolejce nawet 2 godziny. A spotkania trwały od 40 minut do godziny. Ale do rzeczy..
 
Spotkanie pierwsze – Pan Stanisław..
no cóż.. od progu od naszego wejścia do pokoju pokazał jak będzie. Powiedziałam mu ”dzień dobry” jak to kultura nakazuje ale wg tego pana za późna już była godzina na ”dzień dobry” (godz. 18 !) o czym mnie poinformował i poprawił na ”dobry wieczór”.. no cóż.. nie przedstawił się nawet, zebrał od nas magiczne kartki, przybił pieczątkę i podpisał się.. i się zaczęło.. ni z tego ni z owego zapytał czy prowadzę kartę obserwacji swojego organizmu (kalendarzyk) i drążył uparcie temat.. Byłam w pewnym momencie wkurzona i zaskoczona i trochę zaszczuta.. poza tym nie czuje obowiązku tłumaczenia się komukolwiek a tym bardziej obcemu facetowi. Później tłumaczył nam jak alkohol wpływa na ciąże, w tym celu wyciągnął obrazek macicy i małą laleczkę imitującą płód. Po tym przeszedł do omawiania przysięgi małżeńskiej. Zapytał nas co sobie powiemy stojąc przed ołtarzem. Na co my że będziemy sobie ślubować miłość wierność.. nasza odpowiedź prawidłowa jednak nie była trafna.. panu chodziło o to że się przedstawimy.  Pan powinien zapytać jak brzmi cała przysięga. Zapytał nas też o prezenty.. Hmm.. i tu nastąpiła konsternacja. Nie wiedzieliśmy czy my mamy mu coś teraz dać, czy on nam coś da.. odpowiedź.. wymienicie się obrączkami.. i bądź tu człowieku mądry.. zapytał czy się kochamy, czy mówimy to sobie.. olaboga.. taaa.. do poradni przed ślubnej przychodzą osoby które się nie kochają..
Ileż ten pan mi krwi zepsuł..
 
Spotkanie drugie – Pani Bogusia..
Złota kobieta.. z humorem i wesoła.. chociaż ja już odpowiednio nastawiona po pierwszej wizycie – trochę pesymistycznie, powoli zaczynająca wątpić w sens małżeństwa.. ale – poszliśmy.. i wróciła wiara i nadzieja.. pani powiedziała nam też trochę o sensie przysięgi małżeńskiej, o tym że czasem ciężko wytrwać w związku ale nie wolno się poddawać, że trzeba podsycać miłość i namiętność w związku, że trzeba ”gonić króliczka a nie myśleć że już się go ma i nic tego nie zmieni”, że kobieta ma kusić a mężczyzna ma dbać.. i na odwrót. Wyszliśmy z tego spotkania pozytywnie nakręceni.
bardzo pozytywnie..
 
Spotkanie trzecie – Pani Jadwiga..
Pani się przedstawiła. Zebrała od nas informacje, których chciała za dużo jak na mój gust.. imię, nazwisko, wiek, wykształcenie (chociaż źle zadała pytanie, bo spytała o nasz zawód – czy to takie ważne?!), parafie i miejsce ślubu. Zapytała też gdzie będzie spisywany protokół ślubny (jakbyśmy to wiedzieli, przecież to będzie jasne jakieś 3 miesiące przed ślubem jak wezmę licencje od mojego proboszcza i czy udzieli nam pozwolenia na spisanie protokołu poza parafią).. chyba ta pani nie zna procedur. W ogóle to chyba nie wiedziała o czym z nami rozmawiać.. zapytała czego dowiedzieliśmy się na spotkaniach i jakie tematy były poruszane. Opowiedzieliśmy jej, a ona i tak skupiła się na kalendarzyku..o przepraszam na karcie obserwacji.. powiedziała że nie używam rozumu (!!!) nie zapisując swoich obserwacji.. gdy zwróciłam uwagę na jej wypowiedz stwierdziła że pewnie źle się wyraziła i źle ją zrozumiałam.. no tak – w końcu nie używam wg niej rozumu.. 
mój bulwers sięgnął zenitu..
 
 
jeśli te poradnie faktycznie muszą funkcjonować to niech ktoś za to odpowiedzialny ustali jednolitą dla nich formę, harmonogram spotkań żeby każde coś z nich wnosiło w życie i myślenie narzeczonych.. bo to co jest teraz to określiłabym jako chaos.. i czeski film – nikt nic nie wie (a to delikatne określenia – uwierzcie mi..).. a zwłaszcza prowadzący nic nie wiedzą.. nie wiedzą kto i co mówił na poprzednim spotkaniu i co oni teraz powinni powiedzieć i zaczynają się powtarzać..
 
 
poza tym dobór prowadzących spotkania.. oni powinni zachęcać do myślenia nad związkiem a nie zniechęcać do związku jakiegokolwiek.. oby więcej było takich osób jak Pani Bogusia z naszego drugiego spotkania.. ona zachęcała..
 
 
 obecna forma spotkań w Poradni Życia Rodzinnego to jak pokuta za najgorsze i największe grzechy..
 
 
 
 
ufff.. na szczęście spotkania się skończyły.. mamy 3 pieczątki.. i mamy zamiar nigdy tam nie wrócić..
 
 
bo inaczej chyba podcięłabym sobie żyły..
 
 
 

One thought on “Katolicka Poradnia Życia Rodzinnego”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *